niedziela, 3 stycznia 2016

Okonie w morzu, czyli jak nie zarządzać czasem

Tym razem natrafiłyśmy na miejsce poza czasem i przestrzenią – gdzie teraźniejszość nieustannie miesza się z przeszłością, gdzie istniejące postaci znikają, a pojawiają się ich widma o nieznanych nam imionach... Miejsce, gdzie okonie panują nad światem, wkradając się nie wiadomo jak tam, gdzie nikt się ich nie spodziewał...

Zapraszamy na kolejną analizę, tym razem fan-fika powieści „Dary Anioła”!


Analizowały: Ireth, Raserei, Ruda
Analizowany blogasek: http://daryaniola-clary-jace-opowiadania.blog.pl/2014/11/16/prolog/


Prolog


Dzień dobry jestem Anabef [Chyba Annabeth, ale ja tam nie wnikam..] [Annabeth? Pff... Co to?] Lovelace [Przecież ona nie żyje. I z tego co pamiętam, nie miała rodziny. Jakim cudem ktoś jeszcze żyje z tego rodu??] [Może jej duch z kimś... ekhem... Nie ważne] i przybyłam tutaj na szkolenie na nocnego łowcę.[Zapomniałaś o dużych literach, aŁtoreczko. Zemszczę się.] [Nie żeby coś, ale Nocni Łowcy to... rasa] - Zaczęła dziewczyna, którą dostrzegłam, gdy się odezwała. Ma długie blond włosy spadające na jej ramiona spiralami, idealnie wyglądają na tle bladej cery. [Zmiana czasu, w którym piszesz - robisz to źle] [Dlaczego opisem przypomina Jessamine?? Przecież NIE MIAŁA potomka] Jej błękitne oczy dopełniają cały efekt. Na moje okonie morze [Patrzysz przez morze z okoniami? To tak się da?? Bo z tego co wiem, okonie nie żyją w wodach słonych, a jak już, to tylko przy brzegu] [Nie jestem Miszczem Paint'a, nie mogę tego pokazać ludziom] mieć nie więcej niż szesnaście lat.

[Nie wiem nawet, jak to komentować, więc tylko dodam to]


- Proszę usiąść.- Mój głos zabrzmiał dość ostro.- Jestem Marysie Lightwood ["Marysie"? Kim jest "Marysie"?!] i prowadzę ten Instytut. – Na twarzy dziewczyny niespodziewanie dostrzegłam coś w rodzaju strachu. ["O, kuźwa.. Chyba zostawiłam ciasteczka we włączonym piekarniku.."] ["Ja pierdziele, nie włączyłam pralki"] Morze [Przez "ż" ;-;] [Morze ci się wydawało?! Co, Instytut jest pod wodą?!] mi się wydawało, ponieważ to, to znikł tak szybko, jak się pojawiło. ["Ja głupia, przecież nie mam piekarnika"] ["Moje pranie!"] – Z tego, co mi wiadomo, miałaś przybyć, dopiero w poniedziałek. – Wyprostowałam się i zaczęłam, bacznie się przyglądać dziewczynie. [Czemu ciągle powtarzasz "dziewczynie"? Przecież nie ma nikogo innego w tym pokoju. Chyba że masz schizofrenię...]

- Owszem, ale ojciec musiał wyjechać[,] a matka, pomaga w Instytucie w Dani. Więc postanowiliśmy wspólnie, że wyjadę wcześniej. Rodzice mówili, że wysłali wiadomość. – Blondynka wydaje się dość pewna siebie. [Może chodziło o tę wiadomość, którą wysłali przed nagłym wyjazdem?]

- No cóż dobrze. Zaczniesz od jutra. – Sięgnęłam do szuflady biurka, z której wyciągnęłam kartkę i podałam dziewczynie. – To jest twój plan zajęć. W razie jakichkolwiek pytań proszę zgłosić się do mnie lub do innych mieszkańców Instytutu. [Taaak. Bo po co wszystko wyjaśnić nowej w Instytucie? Niech później biega po nim z pytaniami. A co! Taki ze mnie chojrak!]  – Moja szybka i stanowcza wypowiedź wpędziła dziewczynę w coś, w rodzaju strachu,["Ale czekaj... Mam toster! I rano sobie robiłam coś na śniadanie..] [Okropne strachajło z tej dziewczyny. Ona śmie się nazywać Nocnym Łowcą?!] ale znów przez krótki czas. [Ach!! To była jajecznica...] Wzięła kartkę ode[spacja]mnie i zaczęła jej się przyglądać. – Jakieś pytania?

- Tak jedno. To tak na poważnie? [Ale co? O co chodzi tej całej Anabef?!] – Widząc mój wyraz, twarzy przełknęła. – Więc nie. – Opuściła wzrok z zakłopotaniem.

-Owszem no cóż. Zaraz pokaże ci ktoś pokój. [Ktoś mi wyjaśni, o co chodzi?!]
  W tym momencie drzwi do biblioteki otworzyły się i do sierotka [Co? Jaka sierotka?!] wszedł Jace, zaczynając mówić.

- Marysie wiesz, o której będzie… – Nagle zamilkł, kiedy zobaczył dziewczynę. Na mojej twarzy pojawił się nieświadomy uśmiech, gdy zobaczyłam te ogniki w jego oczach. [Jace się właśnie zauroczył?! A co z Clary?!] [MarySue zawsze ważniejsza? Chociaż ona nie jest teoretycznie MarySue...] Ma [A może "miał"?? Źle operujesz czasem..] na sobie czarny T-shirt, przez który widać zarysy run i tego samego koloru spodnie i buty. Bled [Bled?? Serio??] [Może błąd? Wiesz, error 404] włosy są w nieładzie, co dodaje mu uroku. [Czy ty... Nieważne...] [Ona chyba dalej jest z Robertem, nie? Z tego co kojarzę, to się nie rozstali]

- Jace mógłbyś oprowadzić Anadef [Złe imię.], po Instytucie i wskazać pokój. Byłabym ci bardzo wdzięczna. Muszę coś załatwić. [Ach, te zbiegi okoliczności! Ciekawe, co "Marysie" by zrobiła, gdyby Jace się nie pojawił?]

Chłopak skiwnoł [SKINĄŁ, KOBIETO!!!] [Ten moment, w którym nie wiesz, czy napisać "skinął", czy "kiwnął"] mi głową na znak zgody. Zdziwiło mnie to, żadnego sprzeciwu, sarkazmu po prostu nic. Mogę po prostu, się domyślać co się stało.

-No dobrze więc chodźmy – skiwnoł [1.Źle napisane 2.Nie znasz innego słowa?? Np. kiwnął??] [Się książek nie czyta, słownictwo ubogie] głową i ruszyli w stronę drzwi.

- Jace! – Chłopak odwrócił się do mnie. – Będzie przed kolacją.

- Dzięki. Nie masz pojęcia, jak się denerwuje. [Co, on się zamierza jej oświadczyć?]

- Nie masz powodu. – Podeszłam do niego i dotknęłam jego ramienia, aby dodać mu otuchy. – Ona cię bardzo kocha i ty ją też, myśl pozytywnie. Moim zdaniem bardziej powinieneś się bać tego jak powiecie o tym Jockline.[Nie znam takiej osoby. Kojarzę tylko Jocelyn] [Mam wrażenie, że czytałyśmy inne książki]

Na twarzy chłopaka pojawiło się przerażenie. Co ścisnęło moje serce. Przecież on nigdy się niczego nie bał. Choć trochę go rozumiem, sama bym się bała na jego miejscu.

- Wielkie dzięki. – zaczoą[ł] [Czekaj, co?] z sarkastycznie. Powrócił stary Jace. [A kiedy odszedł? Nie rozumiem. Nawet ktoś, kto jest wiecznie sarkastyczny, nie zawsze musi taki być] - Dałaś mi kolejny powód do tego, aby to przełożyć. – Zakończył i wyszedł. Od razu się roześmiałam. [Chyba czegoś nie ogarnęłam ;-; Czy koś mi może wytłumaczyć końcówkę??] [W ogóle o jaka tajemnicę chodzi? Clary jest w ciąży? Zaręczyli się? Jace i Clary są dilerami narkotyków?!]



Rozdział 1 "Powrót"

Do zobaczenia Idris. [To brzmi, jakby ona żegnała się z jakąś dziewczyną, a nie... krainą?] [Nie płacz... Kiedy odjadę...]

Przyłożyłam stele do ściany i zaczęłam tworzyć runę. Na początku zaczęły się pokazywać czarne jak smoła linie, które zaczynają się wić. Po kilku sekundach runa jest gotowa i pokazał się portal. Wchodzę do niego [WRÓĆ!! Zły czas. Idź i popraw go]. Ogarnia mnie ciemność, ale idę dalej, myślę o Nowojorskim Instytucie. [Idziesz w tej ciemności, tak? Jak później trafiłaś do Instytutu?!] [Nie idź w stronę światła! To może być metro. Albo pociąg.]

Zwinnym ruchem ląduje w bibliotece Instytutu [Odczepiasz się od lin? Co to jest, Mission Impossible?][Tam tam taratam tam tam tam tam... Prawie jak w skokach narciarskich. Ale jak lądowanie bez telemarku, to daje taką słabą dwójkę] . Od tyłu ktoś mnie łapie w biodrach i mocno o siebie przyciąga. Od razu wiem, kto to jest. [Masz oczy z tyłu głowy?] Przytula mnie jeszcze mocniej i wtula się w moją szyje. [A gdyby to nie był Jace? Masz słaby instynkt przetrwania jak na Nocnego Łowcę]

- Nawet nie masz pojęcia, jak za tobą tęskniłem.

Całuje moją szyje [Moją. Nie swoją. To by było dziwne, gdyby całował swoją szyję ;-;] [Kolejne powtórzenie ;-;], a ja odwracam się do niego przodem [I okazuje się, że to jednak był morderca-gwałciciel] [I wtedy otwieram usta w niemym krzyku, czując nóż wbity w moją pierś]. Jest ubrany cały na czarno, w strój bojowy. Dostrzegam też kilka noży i sztyletów oraz ser[a]fickich ostrzy [A czy przypadkiem cała ich broń nie należała do tego rodzaju??] [Ech, sama nawet nie pamiętam]. Zakładam, że niedawno wrócił z polowania. 



Włosy ma całe rozczochrane co bardziej mnie w tym przekonuje. Kładę ręce na jego klatkę piersiową, a on swoje dłonie mocniej zaciska na moich biodrach. Jego oczy nagle ciemnieją i przybierają barwę ciemnego złota.

- Ja też za tobą tęskniłam, nawet nie masz pojęcia jak bardzo. – Dotykam jego twarzy dłonią – Strasznie mi ciebie brakowało [Czemu...? To jakaś kara?? Co ja wam zrobiłam?! Dlaczego w tym jest tyle romantyzmu...?] [Zaraz puszczę pawia z tej słodyczy] [A Clary była w Idrisie, ponieważ...?]

Spoglądam mu w oczy i widzę tęsknotę [No.. Chyba ci przedtem wyznał, że za tobą tęsknił. Nie dziw się tak, że jego oczy wyrażają to, co czuje] [Czaimy. Jace bardzo tęsknił i z jakiś niewiadomych powodów nie mógł być z Clary w Idrisie], miłość i pożądanie. Nagle czuję, że muszę go pocałować, kogo ja oszukuję, chcę tego. Myślę, że on też, bo nagle jego usta spoczywają na moich. Odrazy [Ech... Klawiatura zepsuta czy to przez szybkie pisanie?? Chyba miałaś na myśli "Od razu"] [Może ona rzuca w niego odrazami?] zarzucam ręce na jego szyję, on jednej ręki palce wplątuje w moje włosy [Czekaj... Co on robi z tą ręką??], druga spoczywa na moich plecach. Pocałunek staje się coraz bardziej intensywny i namiętny. Rozchyla moje usta swoim językiem. Oboje zadrżeliśmy, kiedy nasze oddechy cię wymieniły.[ O ja pieprze.. *wstaje od laptopa i biegnie do łazienki*] [Oddychanie - robisz to źle] [Za... Dużo... Słodyczy...]



- Echem- Nagle słyszę kobiecy głos.

Niechętnie odsuwam się od Jace’a. W naszym kierunku idzie Isabelle. Jak zawsze wygląda perfekcyjnie. Ma na sobie czerwoną sukienkę do kostek[,] a kruczoczarne włosy związała w niedbały koczek.

- Clary[,] nie masz pojęcia, jak się cieszę, że wróciłaś. – Powiedziała to z radością, którą słychać w jej głosie i widać w oczach [Masz jakiś fetysz z tymi oczami??] [Oczy są takie błyszczące. Widzę w tych oczach strach, ponieważ Isabelle wydłubuje sobie oczy po tym, jak widzi, co się tu dzieje]. Podeszła jeszcze bliżej i mnie przytuliła. – Jace normalnie świrował [Chodził w piżamie przez cały dzień, a wieczorem wpieprzał kilogram lodów łyżeczką, oglądając jakieś tanie romansidło?. – Zerknęłam na ukochanego, a potem rzuciłam spojrzenie na przyjaciółkę. – Poważnie[,] powinnaś to zobaczyć. Jego od sierotką zżerała tęsknota [Wait... Próbuję zrozumieć sens tego zdania. Jakaś sierotka jadła Jace'a od środka?] [Predator? It's that you?] [,] a ja z Alecem mieliśmy niezły kabaret [Taaak. Bo po co pocieszać przyjaciela. Niech umrze z tęsknoty!]. – Od razu się roześmiał. [Kredyt na przecinki ci się skończył??]

-Chyba to aż tak źle, nie było?

- Co ty [Kuwaaa.. Postaw. Tu. Przecinek. Teraz.] [Ej...A ja nie mogę przeklinać ;-;] było znacznie gorzej. – Powiedziała to z udawaną powagą. [Po czym zachichotała jak mała dziewczynka, nie mogąc wytrzymać powagi sytuacji] [Aż upadła na twarz od tego śmiechu i zaczęła czołgać się po podłodze jak gąsienica]

- Dobra, później sobie o mnie poplotkujecie. Nie to, że mam coś przeciwko. Zawsze uważam, że jestem interesującym tematem do rozmów. Poważnie. – Wypowiedział te słowa z dużą ilością arogancji[,] a jeszcze większą sarkazmu. [Och... Cały Jace...] [Tak, kapujemy. On jest tak bardzo mhroczny, arogancki, sarkastyczny i zuy. Pisaku, serio?]

- Okej później ci wszystko opowiem, a teraz chodźmy. Czekają na nas z kolacją.

Ruszyliśmy w stronę jadalni. Szłam obok Izz, a Jace za nami. Nagle poczułam, że k[t]oś łapie moją dłoń i się nie myliłam. To był mój ukochany złotowłosy Jace. [Wut? Szedł za tobą, ale złapał cię za rękę, czyli wygiął ci ją. Pomińmy sam fakt, że nie byłaś do końca pewna, czy ktoś cię łapie] [To się nazywa mieć oczy dookoła głowy] [Złotowłosa to była też ta dziewczynka, co zjadła kaszę w tej bajce, co nie?] [To ta od misi... Chyba]

***

Kiedy wchodzimy do jadalni, Izabell zaczyna krzyczeć radośnie. [Co? Kto włazi do pokoju i zamiast oznajmić coś z entuzjazmem, krzyczy??] [I donośnie, niczym rasowy wiking!] [Skarbusiu. Tak właśnie działa LSD. Wchodzisz do jadalni, a tam jednorożec. Też zaczęłabym krzyczeć.]

- Zobaczcie, kogo znalazłam!!! [Hym. Clary naprawdę się tu musiała wkraść przez szyb wentylacyjny, skoro Isabelle ją znalazła]
[-Pieska?] 

-[Usuń ten myślnik. To on. Przez niego nie masz przecinków.] Wszyscy odwrócili się w nasza stronę i z radością wykrzyknęli moje imię. Zaczęli wstawać krzesał [Wut? Ja być 
zmieszana tym co czytać] [Zaczęli wstawiać krzesła? Co?] i podchodzić do nas.

Marysie pierwsza mnie przytuliła[Grr.. ","] a po niej Robert (jej mąż). [No shit sherlock] 



- Dobrze, że już wróciłaś. Brakowało nam ciebie, a zwłaszcza Jace’owi. Już normalnie świrował. [Znowu świrował? A może wariował?? Znasz coś takiego jak synonimy?] [Zaczynało nam brakować lodów i chusteczek] [A wypożyczalnia filmów nie pozwoliła nam wziąć więcej romansideł]

- Wiem, Izabell zdążyła już mi wspomnieć o tym. Musiało być wesoło. [Mam refleks szachisty. Dopiero teraz zauważyłam, że imię "Izabell" jest źle zapisane, jeśli bierzemy za wzór wersję książkową, więc teoretycznie ta postać w kanonie nie istnieje]

- A żebyś wiedziała bułeczko. [Em, nie? Ona była "biszkopcikiem"] - Nagle dostrzegłam Magnusa, ubranego w sprane spodnie, czarną koszule i marynarkę obszytą złotymi cekinami, która swoją drogą podkreśla jego kocie oczy [Bułeczko? Serio..?]. – Po prostu nie mógł usiedzieć na miejscu.

- Ale to nic, w porównaniu do wypadku z ciastem.- Odezwał się tym razem Alec. – [Tu miała zaistnieć duża litera] całe ciasto, które niósł, wypadło mu z rąk, poleciało do góry i centralnie na nim wylądowało. [Takie dobra ciasto zmarnować... I to jeszcze przez dziewczynę. Moja miłość do jedzenia chyba przerasta miłość do ludzi] [Patrzcie państwo, co miłość robi z człowiekiem. Przecież Jace nie jest niezdarą. Gdyby ciasto wypadło mu z rąk, on zrobiłby salto, wślizg i BUM! Z powrotem je trzyma i uśmiecha się oszałamiająco]  – Alec opowiada, powstrzymując się od śmiechu. Podobnie do Jece’a ma na sobie strój bojowy, ale w porównaniu do niego jego kruczoczarne włosy są w nienaruszonym stanie [Ach... Musiał użyć... Dużej ilości *odgarnia w seksowny sposób włosy z twarzy* spray'u]. [Pewnie był w kiblu i zdążył je poprawić]

[Ja to widzę tak:]
 

Odwracam się do ukochanego i z uśmiechem kręcę głową.

- Znowu? – odzywam, się powstrzymując śmiech.[Czekaj, co "znowu"? To opowiadanie jest tak nielogiczne, że twórcy "Once Upon a Time" muszą mieć z tym coś wspólnego] [O Jezu... Tylko nie oni... .-.]

- No co? Obwiniaj siebie, a nie mnie.- Zaczoł [Zaczął... Proszę cię!] sarkastycznie. [W tym jest tyle szyderstwa... (sarkazm - złośliwa ironia, szyderstwo)] - To i tak poszło nam wszystkim na dobre.- Kontynuował, gdy zaczęliśmy wszyscy siadać do stołu.

Nagle dostrzegłam blond włosą [Może napisz po prostu blondynkę?] [Dlatego ja, jak nie wiem, czy dobrze to napisałam, to albo sprawdzam w internecie, albo zmieniam słowo na coś innego] dziewczynę, która nie może mieć więcej niż szesnaście lat [Ach, te podkreślenia wieku poprzez takie widzimisię bohaterów...] [Nie możesz po prostu napisać wprost, że ma szesnaście lat?! Tylko utrudniasz ludziom życie]. W jej oczach nożna [Nożna to może być piłka]  dostrzec coś na wzór nienawiści [Jod, wodór, astat, tellur, itr, tlen, uran.] skierowanej bez ukrycia do mnie.[Znowu oczy?! Serio?!] Mam nadzieję, że mi się to tylko wydaje. [Pewnie jest zazdrosna, bo wszyscy przystojniacy są zaklepani, oczywiście]




- Ciasto było okropne. Dziw, że nie spaliłaś Instytutu. Ale czego więcej można się spodziewać po twoim talencie kulinarnym._- Jego cała wypowiedź była skierowana do Izabell i kompletnie nasycona czymś. Myślę, że nieograniczoną liczbą arogancji i sarkazmu. [To zdanie.. Nie miało sensu ;-;] [Szukasz w tym zbyt dużo logiki, skarbusiu]

- No ej. Teraz to kompletnie przesadziłeś.- Odezwała się lekko zbulwersowana Izz. Spojrzałam na nią i doszłyśmy do dziwnego, niemego porozumienia. [Nie wiedziałam, że Clary i Isabelle znają język migowy] [Może one tak naprawdę czytają sobie w myślach? :O]

- Jace to było chamskie. Mógłbyś postarać, się być bardziej taktowny? [Nie. Bad boy'e są zajebiści, a ty i tak mnie kochasz, więc się zamknij] – Spoglądam na przyjaciółkę a, ona kiwa mi głową na znak, że się ze mną zgadza. -A skoro myślisz, że to takie proste mam do ciebie, małą prośbę.

- Na jego twarzy pojawiło się zaciekawienie i informacja, iż wie, co kombinuję. [Ja się zaraz popłaczę... Oczy mnie tak, kuźwa, bolą, że już nie daję rady..]

- Jaką kochanie? [Zaraz znowu rzygnę kotkami ;-;]

Do moich uszu doszedł dźwięk stłumionego pisku. Spoglądam w jego stronę i uświadamiam sobie, że to ta blondynka. Na jej twarzy można bez problemu odczytać zazdrość. [Yyy.. Co?? Pisk zazdrości przy wszystkich obecnych?? Jeszcze raz powtórzę: Co??] [Nie mogła zahamować]

- Postaw się na jej miejscu i sam spróbuj coś upiec.

- Ona ma rację. Dobrze ci to zrobi. – Ku mojemu zaskoczeniu odezwała się Marysie, Izz natomiast próbowała powstrzymać się od śmiechu. Pewnie wyobraził sobie gotującego Jece’a. [Złe imię. Znowu .-.] [Czy to na pewno fanfiction o "Darach Anioła"?] Przyznam to morze być dość zabawny widok. [Nie rozumiem, jak morze może być zabawne] [Morze jest zabawne?? Jest piękne, tajemnicze, mroczne, ale.. zabawne??]


[Widzisz? Nic specjalnego]

Jace tylko kiwał głową. [I tak nią kiwał i kiwał, póki nie odpadła] [Jak te pieski z kiwającą głową]- Ale już dobrze. Clary chciałabym przedstawić ci Anabef Lovelace.- To tak ma na imię, ta blondynka. Muszę przyznać, że bardzo ładnie [No może i ładnie brzmi, ale jakbyś zobaczyła, jak się je pisze.. *płacze krwią*]. [Już dobrze, już dobrze. Nie płacz. Zaraz koniec]- Przybyła dziś do naszego Instytutu na szkolenie na Nocnego łowcę. Chyba pamiętasz jej rodziców Jima i Jozej? [Nie. Mogłabyś przypomnieć??] [Chyba Scarlet Witch maczała palce w tworzeniu nieistniejących postaci... Zaraz będzie "BUM"]

- Owszem. Miło mi cię poznać Anabef jestem Clary. Mam nadzieję, że spodoba ci się w Instytucie. – Uśmiechnęłam się do niej, najmilej jak potrafię. -Pana Lovelace spotkałam w Alicante. Nic nie wspominał o twoim szkoleniu w Nowojorskim Instytucie.- Ostatnie zdanie skierowałam do Blondynki. [Ale ty wiesz, że to zdanie było niepotrzebnie .--.] [1. "Blondynka" - z małej litery. 2. Z tego wynika, że ona mówiła to gdzieś w powietrze, a dopiero ostatnie zdanie zostało skierowane do Anabef]

- No cóż to cały mój ojciec. Jest kochany, ale czasem sądzę, że, gdyby mógł, zapomniał własnej głowy. – Przemówiła po raz pierwszy cichutkim głosikiem. [Przed chwilą piszczała i zabijała Clary wzrokiem a teraz, kiedy się do niej odezwała to nagle taka cicha i zawstydzona.]




Później zaczęła opowiadać, jak tu trafiła, o swoim starszym bracie i o tym, jak zginą podczas walki z mrocznymi [Przepraszam, że przerwę, ale nie omijaj Mrocznych. Oni też chcą być zauważeni i doceńmy to - piszmy z dużej litery ich nazwę. Btw... Też zrozumieliście, że oni ZGINĄ??] [Może on zaginął, a ktoś niepotrzebnie denerwuje ród Lovelace? Teraz wystarczy mi informacja, że oni są pół-duchami bo ktoś się... ekhem... z duchem Jassamine] Nocnymi Łowcami (Które stworzył mój brat Jonatan (Sebastian)). Nagle poczułam lekkie poczucie winy. Przecież to między innymi moja wina, że Lucjan starszy brat Anabef zginą. [Clary, weź zjedz tego głupiego snickersa. Czemu się obwiniasz?! Wielu Nocnych Łowców zginęło przez Sebastiana, ale taki jest ich los! Grrr...][CO? Oni jakimiś prorokami są czy co?! Skąd wiedzą, że zginą?] Gdyby udało się szybciej pokonać Sebastiana, to by do tego nie doszło.


I właśnie w tym momencie kanon (jak i my) nie wytrzymał i strzelił sobie w łeb, bo to, że wyskoczył z okna na początku, mu nie wystarczyło. Na razie to tyle. Czy się za to jeszcze zabierzemy, nie wiemy. Na razie machamy do was i ocieramy chusteczkami nasze krwawiące oczy.



5 komentarzy:

  1. Na kochaną Jasper... O co w tym chodzi? Przeczytałam to dwukrotnie(i tym razem zauważyłam link do bloga), ale nadal nie rozumiem sensu tego opowiadania. Tak też : Morze przeprowadzę się nad może a tam mam okonie w możu.
    Z uniwersum Darów Anioła mało co kojarzę (czytałam tylko Mechanicznego Anioła), ale i tak cierpiałam niewyobrażalne katusze. Propsy dla nastolatek i ich talentuf pisarskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wypadku tak zacnych i wspaniałych talentów pisaków, nie trzeba znać treści książek, by się załamać ;p

      Usuń
  2. O supi analiza, jestem oficjalnie Wasza fanka XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yey ^^ Mam nadzieję, że następne analizy również przypadną do gustu ;P

      Usuń