- Szlag! Znowu się całe pogięły!
- Yeee? Ty nadal z tymi skrzydłami?
- Tak!
- Heeeej! To jest jeszcze dziwniejsze niż na początku! Posłuchajcie...!
- To, czyli co?
- Nie! Cicho! Za chwilę wchodzimy!
- No, ten blog...
- Yeee?
- Ale skrzydła...
- Trzy... dwa... jeden...!
Błądząc pośród czeluści internetu, szukając rozrywki na nudne wieczory, z głębi tej wirtualnej sieci wyłoniły się tygryski! Ale nie byle jakie tygryski – takie, co szukają czegoś w niczym, granic logiki. Znajdujące klawiatury na strychach, naprawiające skrzydła, oglądające recenzje i czytające bardzo dziwne rzeczy trzy tygryski... plus czwarty, przybyły, aby nadać nowy sens wszystkiemu, co trafi w ich puchate łapki – by ukazać to w nowym, pięknym świetle iiii...
- Przesadzasz...
- Ejej, dajcie jej pisać... To trochę trwa!
Tygryski te ostatnio natknęły się na pewnego fanfika. Zainteresował je na tyle swą głębią oraz przesłaniem, iż postanowiły dać mu zabłysnąć w nowej, tygryskowej interpretacji... Do czytania której teraz oto i z tego miejsca zapraszamy!
Analizowały: Raserei, Ireth, Ruda, coś od siebie dorzuca Lifanii
Analizowany blogasek: http://moje-miniaturki.blogspot.com/2012/08/i-zycie-w-ny.html
- Trzy, dwa, jeden...
- Akcja!
Avengers, Nie macie pojęcia co to? [Nie no... Tak w sumie to wiem] [Avengers to grupa bohaterów, która ratuje świat przed niebezpiecznymi organizacjami, skandynawskimi bogami, kosmitami i zbuntowanymi robotami. No full wypas! Szkoda tylko, że po sobie nie sprzątają...] [A to niby ja miałam się wymądrzać] [ A kto lubi sprzątać?] Poszukajcie w internecie - wujek gogle powie wam o nich wszystko. Albo wiecie co? Oszczędzę wam tego trudu [Dziękujemy ci, o łaskawa aŁtorko! Jakże ci mamy podziękować za ten niezwykle szlachetny czyn?] [Ucałujemy rączki i poopalamy się w jej zajebistości] W końcu jaki byłby ze mnie narrator gdybym tego nie zrobiła? [Chu... Co? Jak to mam nie przeklinać? Gdzie cała radość z życia? No dobra... Niech będzie]
...
Na pewno tandetny!
Mściciele to grupa osób bawiących się w superbohaterów [Zakładają majtki na rajtuzy, latają w tandetnej pelerynce (bez obrazy, Raserei. Nie mam na myśli Thora), z patykami zamiast broni po mieście i krzyczą? Też tak robię kiedy... Ekhem... Dobra, nie było tematu] [W mojej głowie pojawił się bardzo ciekawy obraz Supermana. Hm...] Muszę przyznać, że nawet im to wychodzi. W końcu uratowali Nowy York przed inwazją kosmitów, a to już coś. [A po wszystkim założyli majtki poprawnie i poszli na popołudniową herbatkę] [SHAWARMA!] Oczywiście mogli zrobić to szybciej [Bo pół dnia to za krótko] [Ach te MarySue... Ona by zrobiła to szybciej i lepiej] i z większym wdziękiem, a nie rozwalać pół miasta, ale hej! [No heeej!] To mimo wszystko były ich początki i powinniśmy być wyrozumiali. Ha! Ja mówię o wyrozumiałości? [No... W sumie jesteśmy tu w piątkę... A żadna z nas nie opowiada historii... I w ogóle... Jak coś tak tylko mówię... A w domu wszyscy zdrowi i tak dalej? Jednorożce wyprowadzone?] [To są też jej początki. Bądźmy tak wyrozumiali jak ona dla Avengers!] Musiałam uderzyć się w głowę jak majstrowałam przy jednym z samochodów taty, ale to już inna bajka. [A, to już wszystko jasne. Czekaj. Mam gdzieś numer do psychiatry] [*bierze kocyk i mleko w szklance* Słucham uważnie] [*Sięga po notes* Mów co z tobą, dziecino] Wracając do naszych herosów [Ej... Miała być bajeczka..] [MarySue nie wolno ufać] – jest ich sześciu. Jeden zadufany w sobie idiota, dwóch szpiegów, koleś z młotkiem do ubijania mięsa i patriota w cyrkowym kostiumiku. [To są ci wielcy bohaterowie czy jakieś towarzystwo, które uciekło z psychiatryka? Bo tak to w sumie wygląda... Walić, że uratowali miasto!] [Ona ich tak jawnie obraża, a co by było gdyby taki Thor jej tym młotkiem do ubijania mięsa przypierdzielił? *myśli*] Żyć nie umierać! Chcecie więcej? [Nie.] Proszę bardzo…[NIEEEE!]
Może zacznę od największego egoistycznego dupka jaki kiedykolwiek chodził po ziemi. [Ej, no mogłaś się bardziej postarać w opisie] [Szanuje ojca, no nie ma co] No... chyba jednak go przebiłam, ale nie mówimy tu o mnie! Anthony Stark - bogaty playboy, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy [Dobre były?] A może i pozjadał [A może nie?] [Czyli jak zjem rozum Tony'ego, to będę umiała robić to co on? Fajnie] W końcu jego "geniusz" musiał się skąd wziąć [GENY!]. Ale i tak jest idiotą. [No. Już trochę lepiej] [Geniusz czy idiota? Oto jest pytanie] [Na pewno nie Szekspir] Jednakże kocham go. To mój ojciec i muszę go kochać - takie niepisane prawo. [Fuj. Miłość *wzdryga się*] Poza tym jest nawet zabawny. Lubimy te same rzeczy, pracujemy razem nad kolejnymi, wspaniałymi wynalazkami, chodzimy na hamburgery... [A nie na shoarmę? (Nadal nie wiem jak to się pisze)] cofam wszystko. Uwielbiam go! Łatwo mnie przekupić, prawda? [To jak dam ci cukierki, to zrobisz za mnie zadanie domowe z matmy?] [Eeee... tam, matma. Ja bym jej od razu rzuciła chemię]
Skoro napisałam o ojcu to musze też o jego dziewczynie. Pepper Potts. Urocza, elokwentna, praktyczna i inteligentna - te cztery słowa opisują ją idealnie. Nie ma osoby, która by za nią nie przepadała. [Ups. Muszę cię ostrzec - cierpię na mizantropię] [Jak ja uwielbiam być poza ankietą]
Agenci S.H.I.E.L.D – Natasza i Clint. Szczerze powiem, że niewiele o nich wiem. [Pomogę. Natasza to sexy bomba i tajna agentka, a ten drugi nie żyje, ale jednak żyje (też nic z tego nie rozumie)] Jednak cóż się dziwić – pracują dla Fury ‘ego. Da się z nimi pogadać w miarę po ludzku i chwałą im za to! [Teoretycznie rzecz biorąc to oni, w odróżnieniu od, reszty są zwykłymi, tylko dobrze wyszkolonymi ludźmi. Raczej potrafią rozmawiać po "człowieczemu"]. Tasza mnie trochę przeraża. Zresztą nie tylko mnie. Nawet Barton się jej boi, gdy przechodzi „te dni”. [Natasha rzuca palenie, przechodzi na dietę, ostawia alkohol i ma okres?] Zazwyczaj jest wtedy bardzo podminowana i naskakuje, na kogo popadnie [Jakoś jej się nie dziwię...]. Lepiej trzymać się wtedy od niej z daleka. [Spokojnie. Każda kobieta tak ma. Ty też taka będziesz]
Nasz wspaniały bóg piorunów. Thor jest… dziwny [Ale za to jaki przystojny.. *patrzy w ścianę z rozmarzeniem*] [Co jak co, ale klatę to ma fajną]. Pewnie, dlatego, że wychował się w Asgardzie – jednym z dziewięciu światów.[Odrzucasz go, bo jest imigrantem, tak?! Nieładnie, nieładnie...] [Ech, ta dzisiejsza młodzież] Nie potrafię z nim rozmawiać, albo raczej on nie potrafi ze mną. Zawsze wyskakuje z jakimś dziwnym tekstem i zbija mnie na chwilę z tropu. [A potem przystawiasz nos do ziemi i dalej niuchasz za królikiem] I nosi tą obleśną, czerwoną pelerynkę. [EJ! Peleryny. Są. Spoko.] [Ona jest majestatyczna...!] [ Pelerynowy rasizm. Coś takiego] Ale lubię go. Mimo, iż zwykle nie rozumiem o czym do mnie mówi, jego optymizm często podnosi mnie na duchu. [Kiedy masz depresyję, pijecie razem herbatkę i zaplatacie sobie nawzajem warkocze?]
Kapitan Ameryka… ja nazywam go cyrkowcem, [No w sumie.. Strój pasuje, umiejętności także. Tylko nad make-up'em trzeba popracować] [Umie żonglować piłami mechanicznymi?] [Przydatna umiejętność] przez co strasznie się denerwuje, ale w gruncie rzeczy nasze relację są dość dobre. Chyba, że wydaje mi rozkazy. Nienawidzę, gdy ktoś próbuje mną rządzić, [Jest pieprzonym dowódcą. ON ma wydawać rozkazy, a TY ich słuchać] [Oj kochana... To sobie w życiu ponarzekasz i się po wkurzasz] [No cały tatuś.. Charakterek odziedziczyła po nim.] ale wracając do Rogers ‘a [Zły apostrof! Idź i zamień się w zaginiony przecinek!] – wiecie, że on ma prawie sto lat? Dziwne? Wcale nie! Przespał ponad pół wieku zamrożony w jakimś wielkim lodowcu. [A wiecie, że mój sąsiad to najprawdziwszy wiking?! Kiedyś na polu bitwy wpadł do wąwozu, woda go zalała, trochę go zmroziło i jakoś tak wyszło..] Na początku nie potrafił przystosować się do dzisiejszych czasów, ale jest coraz lepiej. [Ciebie też zamrozimy na siedemdziesiąt lat. Sprawdzimy, jak ci pójdzie?] Pomagamy mu jak się da. [Jeśli i ty chcesz pomóc, wyślij SMS'a na numer 666. Koszt: 3.50. I ty możesz pomóc Rogersowi!]. Umie już nawet obsługiwać telewizor! W sumie… sześcioletnie dzieci też… nieważne. [Wut, wut, wut?! Czy ja coś przespałam?] [Może spędziłaś siedemdziesiąt lat zamrożona w lodowcu, ale o tym nie wiesz?]
I pozostał mi tylko Bruse [Bruce, jak coś]. To wspaniały gość. Nie żartuje. Chociaż miewa swoje złe dni [Ma okres? Nie wiedziałam, że mężczyzna też może go mieć... Łączmy się z nim w te ciężkie dni]– czytaj Hulk [Hulk ma okres?! Boru, już wiemy, czemu on taki wściekły]. A przynajmniej miewał.[U mnie było podobnie. Tylko zamiast Hulka była rozwścieczona kobieta, co właściwie wychodzi na to samo..] Nie wiem jak, ale nauczył się go kontrolować. Trwało to dość długo, lecz opłacało się. Jednak S.H.I.E.L.D nadal go nadzoruje, co mnie bardzo denerwuje [Ciebie to nawet źle posmarowany chleb denerwuje]. Fury z jego wszechwidzącym okiem…[To nie jest Odyn] [Coś mi się właśnie tak kojarzyło, dobrze gadasz, Raserei] uhhh… Czasem mam ochotę mu je wydłubać widelcem. [Wyobraziłam sobie Fury'ego z widelcem w oku... I to jak, nim tak śmiesznie rusza.] [Tylko, że to nie boChaterka tak go załatwiła, a Deadpool] [Aaa.. To dlatego się nie lubią.]
Tak czy siak - pewnie domyśliliście się, że jestem córką Tony ‘ego Stark ‘a, [Brawo za spostrzegawczość...] [Kurde, tego się nie spodziewałam] a jeśli nie to biada wam. Mówiłam o tym, co najmniej dwa razy. Mam na imię Zoe. Ten… pamiętnik? - nie wiem jak to nazwać – piszę nie dla siebie. Nawet nie dla was. Robię to dla Avengers. [Piszesz pamiętnik dla superbohaterów??] [Natasza nie ma czasu, więc ktoś musi] Spisane będą tu ich wspomnienia, początki przyjaźni. Nie! Nie partnerstwa i walki o świat! Przyjaźni. [Czyli... Piszesz pamiętnik, w którym będzie opisane życie innych?? Czy to przypadkiem nie jest biografia??] [Ich przyjaźń objawia się też, gdy walczą o świat. A skoro chcesz o przyjaźni pisać, to trochę się natrudzisz, zwłaszcza że oni całkiem często się kłócili. Po inwazji Skrulli stracili nawet do siebie zaufanie :]]
Dlaczego to robię? By nie zapomnieli jak powstali. [A kto by o czymś takim zapomniał?! No, człowieku, powiedz mi!] [Człowiek z Alzheimerem] By pamiętali, czemu tak wiele różnych osobowości połączyło się w jedną, zgraną ekipę. I dlatego, że ich kocham. [Znowu miłość *zbiera jej się na wymioty*] [Hm, to bardzo ciekawe, zwłaszcza że, z tego co kojarzę, to oni dostawali łupnia od jakiegoś gościa osobno, później stwierdzili "Hej! Tak się nie da! Trzeba inaczej!" połączyli siły i już są Avengers! Nasz Pisak czerpie wiedzę tylko z filmów, skoro nie wie, że Mściciele zostali założeni przez Thora, Iron Mana, Hulka, Ant-mana i WASP, która wymyśliła tę nazwę]
*
W Nowym Jorku nastał wieczór. Niebo było bezchmurne, a gwiazdy błyszczały jaśniej niż zazwyczaj. [Obstawiam, że to przez tę lampkę koło łóżka] [Leciutki wiatr wiał z południa, a temperatura wynosiła dwadzieścia stopni] [Swoim jasnym blaskiem gwiazdy wypalały dziury w pobliskich planetach, po czym wybuchły, niszcząc wszystko w swoich układach]. Historia rozpoczyna się w jednej z najdroższych restauracji w mieście. Skrzypek gra, kelner przynosi dania. Zapowiada się miło… [Ale jak zazwyczaj bywa, miło nie jest. Bo nigdy w takich opowiadaniach bohaterowie nie mogą zjeść zwykłej kolacji. Musi wybuchnąć epidemia dżumy, bomba lub pojawić się kot z karabinem maszynowym i wszystkich zabić]. [Albo może pojawić się rozwścieczona kobieta z okresem *wzdryga się*]
- Gdyby wzrok mógł zabijać już leżałbyś martwy na ziemi. Coś ty zrobił tej biednej staruszce? – spytała kobieta o nieziemsko [Na pewno ukradła je Thorowi lub Lokiemu] [Loki ma chyba zielone oczy, nie?] niebieskich oczach[,] wychodząc z lokalu. [Bo zwykłe oczy są już przereklamowane]
- [Pobiłem.Ukradła mi lizaka. Co miałem zrobić?] [Schlać się i o tym zapomnieć. Więcej profesjonalizmu!] Dlaczego od razu zakładasz, że to byłem ja? [A widziałaś tamto dziecko, co koło niej stało?? Dziwne jakieś było, może to ono??] – mruknął jej partner z wyraźną pretensją w głosie.
- [Bo mam oczy].Znam cię Tony. Poza tym widziałam jak z nią rozmawiałeś [Wiedziałam, że mnie zdradzasz, ale z staruszką? Bo nie mam zmarszczek, tak? Wiedziałam!] [Nawet nie wiem, jak skomentować flirtowanie ze staruszką. Nawet jak na Tony'ego to przesada!] –oznajmiła wyciągając z torebki kluczyki [Składnia tak bardzo poprawna]. – Po twoim odejściu zaczęła wyklinać cię na wszelkie możliwe sposoby. [Po mandaryńsku i suahili włącznie] [Po łacinie] [Albo w języku nuaxalk]
- Kiedy ja naprawdę nic jej nie zrobiłem! No… może poza powiedzeniem… [Żeby łaskawie zabrała swoją sztuczną szczękę z mojej twarzy i oddała mi lizaczka]. [Że jej wnuczek jest dziwny]
- Nie chce wiedzieć! – przerwała mu odwracając się w kierunku swojego samochodu. Lekki uśmiech wkradł się na jej twarz, jednak skutecznie się go pozbyła. [Wzięła jakąś szczotę i zaczęła szorować się po twarzy] [A kysz, demonie piekielny!] [Jak w "Dziadach'']
- Sama sobie przeczysz, Pepp – stwierdził – Przed chwilą… [Kobieta zmienną jest, panie Stark. Powinien pan o tym coś wiedzieć]- Zmieniłam zdanie – bąknęła otwierając drzwi i siadając na miejscu kierowcy.
- Ponoć kobieta zmienną jest [Właśnie o tym mówiłam przed chwilą! Szybko się uczysz], a szczególnie, gdy spodziewa się dziecka. [Nie. To całkiem normalne] Chcesz mi coś powiedzieć? Wiesz, jako twój szef i chłopak… [Chcę wiedzieć o wszystkim. Gdzie byłaś, co jadłaś na śniadanie i czy wolisz kolor miętowy od turkusowego] [On jest jak teleportujący się wszędzie Christan Grey (nie czytałam, oglądałam bardzo zabawną analizę tej książki na youtubie)]
- Nie jestem w ciąży, Tony. [Czekajcie chwilę! Jak się tak nad tym zastanawiam... Pepper nie jest matką naszej boChaterki? W takim razie kto nią jest?!]
- Ale moglibyśmy to zmienić – powiedział posyłając ukochanej jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów i opierając się o bok pojazdu [Wyrzucił ją z samochodu] [Uuu.. Czy ja wyczuwam seksy? ^^] [Chciałabyś] – jednak… za planowanie dziecka zabierzemy się dopiero po ślubie.
- Czy to były oświadczyny, panie Stark? [Jak tak, to bardzo słabe te zaręczyny, Tony. Stać cię na lepsze] [It's a trap] [Mam co do tego złe przeczucia]
- Możliwe, panno Potts – powiedział kucając przy niej – ale pierścionek podaruje ci przy lepszej okazji. Cieszysz się?
- Tylko w 12 procentach – odparła ironicznie. [Hahaha! Powtarzanie tego samego żartu jest takie śmieszne]
-Nie zamierzasz mi tego darować, co? – zapytał.[Będzie to pamiętać, nawet jeśli zapomni, jak masz na imię i ile ma lat] Ta tylko pokręciła przecząco głową. Mężczyzna pochylił się i pocałował ją.
- A teraz?
- Zastanowię się – szepnęła – ale na razie… - przybliżyła się do niego jeszcze bardziej – sobie… - położyła mu ręce na klatce piersiowej – idź – i odepchnęła go delikatnie. [Niestety na tyle mocno, że przewrócił się o biedronkę pod jego stopami] [O mrówkę mutanta]
- Jeszcze za mną zatęsknisz. – mówiąc to wstał [One wszystkie tęsknią] [Przyjdzie na kolanach błagać go o przebaczenie] - Zobaczymy się jutro, oczywiście, jeżeli ziemi znów nie najadą jacyś obcy. [Albo komornik nie wyniesie naszej plazmy z domu]
- Dobranoc – mruknęła Pepper i zamknęła drzwi. [Wściekła kobieta... To chyba jednak okres. Albo Hulk. Nie wiem co gorsze.] [Wściekła She-Hulk z okresem?]
- Dobranoc – odpowiedział i ruszył do swojego auta.
*
- Wzajemnie Kapitanie – mruknął brunet z uśmiechem.
- Mam nadzieję, że zdrowie dopisuje – rzekł blondyn odwzajemniając uśmiech. [Za dużo uśmiechniętych buziek] [Czemu zawsze wszyscy się do siebie szczerzą niczym Joker? Albo jakby byli jacyś naćpani...?] [Jeśli Hulk nie zjadł jakiegoś kosmicznego gluta, to raczej dopisuje]
- Jeżeli chodzi o Hulk ’a [*Chwyta tarczę z vibranium* Kolejni! Kryć się!] to jest dobrze. Nie daje o sobie znać od czasu bitwy [Chyba się obraził] [Okres ma, focha strzelił] – odparł Bruce – Nie mam pojęcia, co z resztą. Wszyscy gdzieś pouciekali. [Bali się Hulka z okresem? Ale proszę Państwa! Przecież on jest już niegroźny, bo przecież strzelił focha i zniknął] [Fury: Ej, Natasza! Mam pomysł! Zagrajmy z nimi w chowanego! Ale nie mówmy mu nic o tym - to by zepsuło całą niespodziankę]
- Thor zapewne został w Asgardzie by dopilnować procesu Loki ‘ego [Grrr...], Stark baluje, a Wdowa i Barton jak to szpiedzy [Robią ciastka] - szpiegują [Albo śledzą kogoś niczym para śledzi... Boże... Jakie tu było suche] [Aż woda na Marsie wyparowała] – stwierdził Steve siadając na jednym ze zniszczonych foteli [Opanował grymas na twarzy, kiedy jakaś zardzewiała sprężyna wbiła mu się w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę] [Ja, bohater stanu, mam siedzieć na tym... czymś? - pomyślał cierpko Steve] – ładne mieszkanko. Takie… [Śmierdzące? Brzydkie? Bez gustu?] stare. [Powiedział, patrząc z niepokojem na dziurawy dach i tynk spadający ze ścian] [I na wielkiego pająka mutanta, który zjadł Bruce'owi kota]
- Jestem tu tymczasowo – bąknął naukowiec z grymasem – muszę znaleźć lepsze lokum. [No co ty nie powiesz] Chyba przystanę na propozycje Tony ‘ego.
- Jaką?
- Zaproponował, bym się do niego wprowadził [Złe i zboczone myśli me..]. Wie, że nie mam za łatwo i chce mi pomóc, jednak to trochę krępujące. – oznajmił drapiąc się po głowie – Z drugiej strony te wszystkie laboratoria… kuszą. [Laboratorium... Ubrałeś się dzisiaj niesamowicie seksownie... Kusisz kusisz...] [Wyobraziłam sobie laboratorium w czerwonej, seksownej kiecce, z lampką wina w dłoni. Aha.]
- Powinieneś to zrobić – powiedział wstając [Odetchnął z ulgą, kiedy przy okazji nie zarwała się podłoga] [A pupilek Banera nie przybiegł by go pożreć] – nie musiałbyś się tak męczyć. W końcu… [Nasi tajni agenci robią najpyszniejsze ciastka. I to za darmo!] [Umilkł, kiedy cegła uderzyła go w głowę i upadł nieprzytomny] [Banner machnął tylko ręką. - Muszę coś w końcu z tym zrobić - mruknął i odszedł]
- Wiem, że S.H.I.E.L.D cię tu przysłało – przerwał mu Bruce - chcieli się pewnie upewnić, że nie stanowię zagrożenia [A gdy się okazało, że nie, to zaprosili cię na herbatkę wraz ze swoimi laleczkami]
- Chcieli po prostu wiedzieć, czy wszystko u ciebie w porządku. [Och! Jakie to słodkie! Oni się o niego tak troszczą...] [Rozwal kawałek New Yorku, wtedy pogadamy]
- I ty im wierzysz? – spytał z niedowierzeniem. [Ups, chyba nie ma takiego słowa] [Może to jakaś gwara?]
- Nie – mruknął żołnierz – ale i tak miałem zamiar cię odwiedzić [Jakie to słodkie. Najlepsi przyjaciele na zawsze!]. Czeka mnie taka sama wyprawa do Starka i nie jestem z tego powodu zadowolony.
- Myliłeś się, co do niego – stwierdził Banner lustrując kolegę wzrokiem.
- Wiem. Jednak musisz przyznać, że jest cynicznym, zadufanym w sobie dup… [Aa... *kręci palcem* Language Kapitanie, language] [On jeszcze nie wie...]
- Bohaterem… Jest bohaterem…
Blondyn tylko kiwnął głową i wyszedł zamykając za sobą drzwi. W mieszkaniu znów zagościła cisza. [Cześć, cisza. Napijesz się herbaty? Tej co zawsze?] [Wchodź! Arnold cię nie zabije... Mam nadzieję]
*
- Nie jesteś moim ojcem – odparł młodzieniec – Nigdy nim nie byłeś i nigdy nie będziesz. Nie ważne, co powiesz – twoje słowa nic nie znaczą. [Jestem buntownikiem. Mów do mojej ręki, gdyż nie jesteś mnie wart] [Chyba, że zaproponujesz mi tron. To możemy pogadać]
- Czuję żal. [I szpinak, który utknął mi między zębami] [To nie żal. Była dzisiaj grochówka na stołówce no i wiesz... Ekhem...] [Auć] Daliśmy ci z matką wszystko. [Nawet tego pluszowego jednorożca i kota z karabinem maszynowym!] [I tęczową lamę!] Ofiarowaliśmy ci swą miłość, a ty tak nam się odpłacasz? [Patrz, ile na ciebie wydaliśmy! *Podaje Lokiemu rachunek*] [Racja, kasa lepsza]
- Kłamstwo – bąknął brunet [Przeglądając świstek papieru, który podał mu Odyn] – Każde wasze słowo było kłamstwem, w które niestety wierzyłem. Jednak przejrzałem na oczy. Nie jesteś w stanie mną dłużej manipulować. [Mistrz manipulacji, iluzji i kłamczuszenia padł ofiarą jednej z jego dominujących umiejętności] [Truuudneee spraawyyyy] [Bardziej ukryta prawda, he he]
- Wróć do nas… [Come back, my friend. Come back!]
- Wolę zgnić w najczarniejszej otchłani wszechświata – stwierdził czarnowłosy. [...najpiękniejszy na świecie bóg, który chodził po ziemi. Jego błyszczące, zielone oczy patrzyły surowo na swego ojca, napiął mięśni.. PRZESTAŃ! Mózgu.. Jak ja cię kiedyś..] [Czyli Thor w drugiej części nie musiał cię ratować przed tym dziwnym wirem? Spoko]
- Niechaj tak będzie. [Nie no. Spoko. Żadnej więcej próby nawrócenia. Ojciec roku!] [Myśli, że syn zginął. Robi ucztę]
Nikt nie zwracał uwagi na blondyna stojącego w najodleglejszym kącie Sali. Jego serce przepełnione było smutkiem, [Moje jest wypełnione krwią] [Moje zieloną posoką. Teraz tak śmiesznie pulsuje!] a oczy ukazywały wielkie rozczarowanie. [Gdyż trzy godzinki temu zamówił sobie dzika z rożna z dostawą do domu, ale jeszcze nie przyjechali].
Bib!!! [Bawisz się w wyścigówkę?] Wspominałam, że Thor ma złego brata - Loki ‘ego? Nie? Mój błąd. [Och, ty nawet nie wiesz jak dużo błędów popełniasz.. Szczególnie interpunkcyjnych.] [Tak. Twój błąd. Wstyd i hańba ci, MarySue] [To teoretycznie nie jest jego brat...] Tak czy siak to właśnie ten młodziak [On ma jakieś... Dużo lat. Nie nazwałabym go młodziakiem] [Ponad tysiąc. Co na nasze przekłada się na około dwadzieścia lat] napadł na Nowy Jork ze swoimi obrzydliwymi stworami. [One też mają uczucia! To nie ich wina, że się tacy urodzili] A szkoda – taki przystojniak. [Zgadzam się w 100%] [Czy naprawdę WSZYSCY we wszechświecie uważają, że Loki jest taki super seksi?] [*le nieśmiało podnosi łapkę* Naprawdę go lubię, ale powoli zaczyna mnie denerwować. Jego fanki również (to nie o tobie Ireth. Ty jesteś jedną z jego najnormalniejszych fanek)]
*
- Nie byłoby tak źle. Więcej spoconych robotników w naszej windzie. Cóż za rozkosz… - odparł Stark. [Nie ma nic lepszego niż zapach potu o poranku. Bardzo skuteczny budzik] [To naprawdę źle zabrzmiało, panie Stark]
- Albo odór – stwierdziła – chyba, że ci się to podobało. Zawsze mogę ich sprowadzić. [Mrr. Jak romantycznie. Kolacja dla dziewięciorga, ma się rozumieć?]
- Nie kłopocz się piękna – szepnął jej na ucho – wystarczy mi jedna, wspaniała pani majster do pomocy. [W rozpinaniu spodni, bo suwak się zepsuł]. [Ło panie! Coś pan tak spier...niczył?]
- Mam po nią zadzwonić? – spytała patrząc mu w oczy. [ZDRADY?!]
- Tak – powiedział odsuwając się od niej i podchodząc do barku – niech przyniesie przy okazji trochę lodu. [Ten odór miłości, aż unosi się w powietrzu. Bleh. Zaraz zwymiotuje]
- Tony!
- Jej numer jest pod jedynką – bąknął z szelmowskim uśmiechem – Panna Pepper Potts. Może ją znasz? Wysoka, rude włosy, niebieskie oczy, trochę wredna… [Ale tylko trochę - dodał po tym jak Pepper sięgnęła po nóż.] [Niezbyt wredna? - poprawia się, gdy zauważa, że Pepper wyciąga piłę łańcuchową z kieszeni]
- Chyba kojarzę – oznajmiła podchodząc do niego i obejmując go ramionami w pasie – Słyszałam, że spotyka się pan z nią, panie Stark. Czyżby jakieś głębokie uczucie? [Niczym tunel do Chin]
- O tak – odpowiedział przybliżając swoją twarz do jej – bardzo głębokie [Niczym Rów Mariański] – ich usta dzieliły centymetry. [Tak samo jak moją twarzy od jakiejś miski] [Gdzie ten cholerny kosz na śmieci?!]
- Pod jedynką tak? – zapytała wyciągając mu z kieszeni telefon i odchodząc na drugi koniec pomieszczenia. [Meh, słabe te seksy. Jakieś 2/10]
- Twarda sztuka – mruknął cicho pod nosem biorąc łyk whisky.
- Mówiłeś coś?
- Nie, nic… [Tylko planowałem, jak podbić świat] [Z armią puchatych króliczków]
- Trzeba tu było wszystko odmalować, wymienić szyby i meble. O i załatać dziurę w ścianie – oznajmiła po chwili kobieta zapisując swoje słowa w zeszycie. [Ucieszyła się, bo być może nawet kupi te nowe meble] [I to się nazywa kobieta!! Żaden facet jej nie będzie urządzał kuchni!] [Mój tata kupił nam ekspres do kawy. On jej nawet nie pije]
- Dziurę? – spytał brunet ze zdziwieniem – nie było żadnej dziury. [Po czym krzyczy na siebie w myślach, bo miał nadzieję, iż Pepper nie zauważy]
- Najwyraźniej masz słaby wzrok – powiedziała wskazując miejsce, gdzie jeszcze nie dawno znajdowała się wielka szczelina zrobioną przez Hulk ’a. [Głupie apostrofy *mruczy pod nosem i je zamiata mając nadzieję, że zmienią się w przecinki*]
- Musiało mi umknąć. [Jak?! JAK?! Jak można przegapić dziurę w ścianie? I to wielkości Hulka?!] [Czas kupić okulary, Tony]
- Nie za wiele rzeczy ci ostatnio umyka? – westchnęła. [Może jednak będziesz nosił te okulary?] [Meh. Co mu to da? Przecież nie zburzy połowy Nowego Jorku, jeśli ich nie założy! Czekaj...] [Na przykład to, że chce mi się czekolady?]
- Tylko te mało ważne – rzekł siadając na schodkach – ale te WAŻNE zawsze zapadają mi w pamięć. [Dwanaaaściee proooceeent...] [Marvel ma fetysz, jeśli chodzi o liczbę dwanaście]
- Na przykład? – spytała lustrując go wzrokiem. [Przywaliła mu lustrem przy pomocy wzroku?] [W taki oto sposób Tony znalazł się w Krainie Czarów]
- Wiesz, co dziś za dzień?
- [Sobota?] Tak i co w związku z tym?
- 21 lipca. Nasza rocznica – oznajmił z małymi ognikami w oczach – zabieram cię o 20.00 na koncert ACDC. [A GDZIE UKOŚNIK?!] [AC/DC] [Gdyby tylko niepotrzebne apostrofy, można by było wymienić za ukośnik *marzy*] Zgoda?
- Tak, jeżeli ty stawiasz. [Ach, ty zachłanna kobieto] [Nie jestem pewna, ale nie da się chyba postawić komuś koncertu... Wiem, że źle to brzmi]
- Twój szef za mało ci płaci? Porozmawiam z nim – bąknął przeciągając się.
- Wystarczy, że spojrzysz w lutro. [Po co mam patrzeć w lutnię? To nie ma sensu!]
- Masz jakieś w zanadrzu? [Och, oczywiście. *szuka* Kurdę, w drugich spodniach zostały..] [Nie ta bielizna]
*
**********
I jest – pierwszy rozdział. Trochę zajęło mi tworzenie go, ale myślę, że nie wyszło tak źle. Chciałam napisać coś nowego. Takiego, żeby w jakiś sposób odznaczało się na tle innych tekstów o Avengers i mam nadzieję, że mi się udało. [No nie do końca] [Wiecie co mnie bawi? Nasza boChaterka ani razu tu nie występuje! I kiedy ja się poopalam w blasku jej zajebistości?]
Francesco - Jestem wielką fanką nie tylko książek o Sherlocku, czy filmu, ale także serialu emitowanego na BBC. Widziałaś go? Jeśli nie to polecam. Moje miniaturki będą mieszane – raz to, raz to. [Czy ty właśnie wpieprzyłaś wzmiankę o detektywie w opowiadaniu o Avengers? To ma być reklama?? Ech, nieważne..] [Lokowanie produktu - robisz to źle]
...
[*A Lifanii padła trupem, widząc te wszystkie brakujące przecinki... A raczej no właśnie nie widząc*]
Tygryski jak na razie postanowiły nie budzić czwartego tygryska i nie wyrywać go tym samym z krainy snów, gdzie przecinki są w prawidłowych miejscach, więc powyższa analiza jest dziełem puchatych łapek tylko trójki z nich: Raserei, Ireth i Rudej.
Jednak wszystkie są ogromnie wdzięczne tym, którzy odważyli się dotrzeć do końca i przeczytać te słowa...
- No, już starczy!
- Chwiiila...
- DZIĘKUJEMY!