Zapraszamy was na kolejną, wesołą analizę!
Analizowały: Raserei, Ireth
Analizowany blogasek: http://moje-miniaturki.blogspot.com/2012/08/ii-blaszany-drwal_10.html
Ludzie myślą, że Avengers to tylko nazwa.[A co niby innego?] A pro, po… kto to w ogóle wymyślił? [WASP. Się komiksów nie czyta, to się nie wie] Mściciele… jakoś źle mi się kojarzy. [A to dlaczego...?] [Może jej ciastka ukradli w dzieciństwie?? Albo.. *kaszle znacząco*] Wiem, że jestem dziwna. Nie zwracajcie na mnie uwagi. Albo wiecie, co? Zwracajcie, w końcu jestem narratorką, prawda? [Ach, to niezdecydowane MarySue. Bleh] Tak czy siak nie podoba mi się, [To wymyśl lepszą nazwę, co za problem? Dla kogoś takiego jak ty? Pfff] [Może "Muffinkowi Pogromcy Zła??] ale lepsze to niż np. Drużyna Kapitana Ameryki, Armia Thor’a, czy Playboy’e Starka… [Haha! Playboye Starka... Chciałabym to zobaczyć!!] chociaż to ostatnie jest dość chwytliwe… tylko gdzie w tym miejsce dla Nataszy? [Mogła by być menadżerką..] Clint by się zdenerwował. [Pozwólcie, że nie skomentuję tego i rytmicznie będę uderzać głową w stolik... Aż Pisak się nie wykrwawi]
*
- Stark! – krzyknął Rogers wchodząc do gabinetu.
- Dlaczego się tak drzesz? – spytał Tony. Stał za barkiem i właśnie przygotowywał sobie drinka [Wow, niezły gabinet. Ale w pracy chyba nie można pić...] [Pisak raczy nas uświadomić, gdzie się znajdujemy?] – napijesz się święty żołnierzyku? [To jest dopiero pierwsza wymiana zdań Tony-Steve, a już mną telepie ze złości. Wbrew pozorom, Tony nie przezywał Steve'a, ani nic z tych rzeczy. Ech...]
- Może później – odparł Steve. Podszedł do fotela i usiadł wygodnie [Na 100% był lepszy od tego z domu Bannera].
- Czemuż to zawdzięczam tę wizytę Kapitanie. Brak lokum, gotówki? [A może dziewczyny??] [Po prostu przyszedł by porozmawiać z członkiem drużyny? - zasugerowała Raserei]
- Rozkaz z góry [No ja nie mogę! Steve, bierz się do roboty! Jak Bóg ci każe sobie kogoś znaleźć to musi być kiepsko.] [Samotność dopada każdego. Nawet superbohaterów] – rzekł blondyn lustrując geniusza spojrzeniem – Fury kazał mi tu przyjść.
- Ah… Fury. Pewnie się za mną stęsknił – stwierdził brunet z uśmiechem – nie widzieliśmy się cały miesiąc. Muszę go odwiedzić. Ostatnio nie mam, kogo denerwować. [Ten przycinek chyba jest niepotrzebny. Ale przynajmniej modły Raserei zostały wysłuchane!] [Chyba wolę, żeby przecinków nie było, jeśli mają znajdować się w nieodpowiednich miejscach.
- Możesz być przez chwilę poważny?
- Nie bardzo – bąknął z niewinnym uśmieszkiem – Co ty taki drażliwy? Kostium ci się skurczył w praniu, czy co? [Jak tak to.. Auć..] [Chyba to mózg Tony'ego się skurczył, bo coś nie jest sobą]
Żołnierz westchnął i przetarł twarz dłonią.
- Słuchaj, jestem tu z rozkazu Dyrektora [Tak super ważnego, że piszę się go z dużej litery, więc wiesz...], a nie w celach towarzyskich. Daj mi powiedzieć, co mam do powiedzenia i pójdę sobie – warknął.
- Nie gorączkuj się tak, bo ci jeszcze żyłka pęknie i co wtedy? [Będzie kolejny trup do zakopania] Jeżeli Nick czegoś chce może sam się pofatygować, a nie wysyłać młodego staruszka [Młodego staruszka? To zdanie przeczy samu sobie] z lodówki. A teraz wybacz, jestem zajęty. Muszę wybrać garnitur na wieczór. To nie lada wyzwanie jak ma się ich całą szafę [Masz całą szafę zbroi Iron Mana, Tony. Co do garniturów, to nie mam pewności] [Łooo!! Normalnie jak kobieta. Tylko że ona ma sukienki] Sam rozumiesz –mruknął Anthony wstając – Miło było znów pana widzieć. [Nie ma to jak obrażanie bohatera stanu przez 3/4 tekstu i nagle zwrócić się do niego z tekstem "pan". Heh. Komedia]
- Natychmiast siadaj, albo ja ci pomogę – niebieskooki spojrzał na mężczyznę groźnie. [Kopnę cię z półobrotu]
- To aż tak ważna sprawa gwiazdeczko? [Widzicie? O tym mówiłam!] [Cóż, przecinki może i są, ale w złych miejscach..] – zapytał marszcząc brwi – Dziś jest jeden z najważniejszych dni w moim życiu, więc może poczekać. A teraz wyjdź, bo muszę jeszcze udekorować to wspaniałe miejsce [Udekoruje.. gabinet?? Tak?] [Dziwni są ci Amerykanie] . I to wcale nie była prośba. [Skoro to jego gabinet i dajmy na to, że nie ma tu żadnych zbroi Iron Mana, to czym on chce pogrozić Kapitanowi? Tym, że ma świecące kółko w klacie?]
Rogers przeklął cicho. [Język, kapitanie! JĘZYK!!]
- Niech S.H.I.E.L.D się z tobą męczy. Ja nie mam na to nerwów – oznajmił wychodząc i zostawiając miliardera samego. [Foch forever z przytupem]
*
- Cudowny wieczór na randkę, nie sądzisz Nataszo? – spytał Barton przeciągając się na krześle.
[Ale.. Barton ma żonę ;--; i to nie jest Natasza .--.] [Tylko w filmie, cukiereczku. Jednak co do komiksów to nie mam 100% pewności]
Siedzieli właśnie w jednej z najlepszych restauracji w Paryżu z widokiem na wieżę Eiffla. [Och, bo idealne randki są w najlepszych restauracjach. Jakby nie mogli mi upiec ciasteczek czekoladowych i pójść do parku.] [To zawsze musi być NAJLEPSZA RESTAURACJA, bo zwykłe są zbyt... zwykłe]
- To nie jest randka – stwierdziła rudowłosa z delikatnym uśmiechem [dając Bartnowi do zrozumienia, iż znajduje się we Friendzone] przyglądając się dokładnie Menu [Menu przypadkiem nie z małej??] – widzisz go?
- Wolę patrzeć na ciebie – mruknął cicho [mając nadzieję, że Natasza doceni jego starania i będą seksy] – ale jeśli cię to tak bardzo interesuję to siedzi cztery stoliki od nas z jakąś zgrabną[spacja]blondyneczką w szarej sukni z cekinami.
- Nie spuszczaj ich z oczu – rozkazała kobieta marszcząc delikatnie brwi. [Dopóki nie zaczęły wyglądać jak orzeł]
- A ty, co w tym czasie będziesz robić? – zapytał Hawkeye ze zdziwieniem. [Będę patrzeć na tego przystojniaka za tobą]
- Nadzorować twoją pracę – odparła Wdowa– jeśli się spiszesz dostaniesz nagrodę.
- Jaką?
- Ciasteczka
- Dowiesz się po akcji – oznajmiła cicho patrząc na niego znacząco – zamów dla mnie homara. Muszę do toalety. [No wiesz, trzeba przypudrować nosek (a tak serio to zrobię sobie seksowne zdjęcie na Instagrama)] [Fejm musi być]
- Jakie to romantyczne – bąknął Clint. Tasza spojrzała na niego z dezaprobatą i ruszyła do WC
Agent westchnął cicho i oparł się[spacja]wygodnie cały czas bacznie obserwując mężczyznę podejrzanego o coś, czego S.H.I.E.L.D nawet im nie wyjawiło.
- Co ty knujesz staruszku? [I nagle ten facet pojawił się przy nim i oświadczył mu, że chce zabić najlepszych agentów na świecie, a następnie w podskokach, z tęczą nad głową wyszedł z budynku.]
[Z tego co kojarzę, to pisałaś, że nie będzie tu nic związanego z ich pracą, tylko przyjaźń, miłość, tęcza, szczeniaczki... Zawiodłaś moje zaufanie, Pisaku *idzie w kąt płakać*]
*
*
Pepper dotarła pod Stark Tower równo 19.30. Natychmiast ruszyła do gabinetu Tony’ego [Ona przypadkiem tam nie pracuje? I mieszka..?? Poprawcie mnie, jeżeli się mylę] [Z tego co kojarzę, to oni mieszkali w tej willi, a pracowali w ogóle gdzie indziej. Przecież pod koniec Avengers Tony odbudowywał wieżę, zmieniając ją na Avengers Tower] Gdy dotarał [Pomogę w pisaniu: dotarła]
zabrakło jej słów.[Się książek nie czyta, słownictwo ubogie] Panował tam półmrok [W półkolu stali ludzie ubrani w czarne szaty. Na twarzach mięli złote maski. Na środku pokoju, pod samą kołdrą był jej kochanek. I wiedziała już, co się święci. To był mroczny rytuał. (Nie wiem, co robię)] [Musieli poświęcić dziewicę, ale mieli tylko Tony'ego przy sobie, więc byli zmuszeni wziąć jego] . Szyby były przyciemnione i wszędzie paliły się świece. Pośrodku pomieszczenia ciągnęła się dróżka z płatków róż. Prowadziła do stolika stojącego przy oknie [Kiedy on to wszystko zrobił? Kiedy wymienił szyby??] [Kiedy załatał dziurę w ścianie?]. Leżała na nim koperta. Kobieta trzęsącymi rękoma otworzyła ją ["Wyskocz przez okno"]. ["Niczym Niezgodna"]
Pepper, wyjdziesz za mnie? – głosił napis na karteczce. Rudowłosa wzięła głęboki wdech i pisnęła cicho.
- Wyjdziesz za mnie Pepp? – usłyszała po chwili.
Odwróciła się i spojrzała na swojego ukochanego. [Ubranego w czarne szaty z nożem w dłoni. To był tylko pretekst. DLA SEKTY WSZYSTKO!]
Był ubrany w garnitur. W jednej ręce trzymał piękną, białą[spacja]różę [Zaraz się okaże, że gdzieś tam czai się prezydent Snow], a w drugiej malutkie pudełeczko. Ukląkł przed nią i powoli otworzył je. W[spacja]środku znajdował się cudowny pierścionek z białego złota.
- Tak – szepnęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
[No!! I to się nazywa coś!! A nie jak w poprzednim rozdziale...] [Jest pojedyncza łza, kochani! Zawołajcie Davida z "Once Upon a Time" i inne MarySue! Robimy imprezkę!]
*
Teraz rozumiecie, o co mi chodziło!? To trochę przerażające [Ym... Nie?]. Myślisz, że znasz człowieka, a tu nagle on wyskakuje ci z czymś takim [Ty nawet nie miałaś z nim bezpośredniego dialogu...] [Nie ocieniaj książki po okładce!!]. W głowie się nie mieści!!! Z drugiej strony… to było nawet słodkie… prawda? [No gdyby nie moja wzmianka o tym pokoju, to pewnie tak..] [I o dziewicy]
*
Steve wrócił do domu około ósmej. Nie tracąc czasu postanowił trochę poćwiczyć. Wziął jeden z worków treningowych i ruszył na salę [Ekhem... Kapitan nie miał prywatnej sali treningowej. Scena z Avengers przedstawiona jest na siłowni. Steve raczej nie jest taki bogaty, bo z czego?]. Nie zaskoczył go fakt, że czekał tam na niego Dyrektor Fury. [Byłoby zabawniej, gdyby zaczął piszczeć jak dziewczynka]
- Witam – mruknął cicho do mężczyzny [Wiesz, gardło go bolało, dlatego tak mruknął pod nosem. Za dużo śpiewu] – pewnie w sprawie wizytacji?
- Jakbyś zgadł[,] Kapitanie – odparł nie spuszczając z blondyna oka – jak poszło?
- Z Banner’em jest dobrze, trzyma się. A Stark… jak to Stark. [Baluje, kopuluje z innymi, pije, jest dupkiem. No, ale czego oczekujesz? To Stark!!] [Jak nie masz pomysłu, jak opisać daną postać, aŁtorko, to nawet nie zaczynaj tematu]
- Udało ci się wyciągnąć coś z Tony’ego? – spytał Nick. [Wydaje mi się, że jest w sekcie - szepnął Steve drżąc, przypominając sobie, prowizoryczny ołtarz]
- Nie. Powiedział, że jeśli czegoś pan od niego chce może się pan sam pofatygować – bąknął żołnierz marszcząc brwi – dlaczego te informację[spacja + informacje bez 'ę']są dla pana takie ważne? [Bo tak.]
- Dzięki nim będziemy mogli udoskonalić nasze oddziały.
- On wam w tym nie pomoże – stwierdził Rogers – prędzej da sobie rękę uciąć. [Raczej się ograniczy do palca. Mechanikowi się ręce przecież przydadzą...] [Nic by sobie nie uciął. Ego by mu nie pozwoliło]
- Mamy swoje sposoby.
- Iron Man to dzieło Starka – nie wasze. Nie możecie zmusić człowieka by oddał wam tak ważną dla niego rzecz tylko, dlatego, że nie potraficie sobie sami poradzić [Fury?! Jak tak mogłeś!? To cios poniżej pasa!! I w ogóle nie w twoim stylu (wyczuj sarkazm).] [A mimo wszystko, trochę się napracował...] – oznajmił – nie lubię tego zarozumiałego palanta [Ech, znowu brak szacunku. Jesteście okropnym zespołem], jednak w tej sprawie jestem po jego stronie [Teraz czekać na Civil War]. Nie będę już wam pomagał.[spacja]Nie, gdy chodzi o coś takiego. [FOCH!]
- Ta technologia może ratować ludzkie życia! – powiedział Fury już lekko zdenerwowany.
- Ratuję – mówiąc to odwrócił się do niego plecami – światu wystarczy jeden blaszany drwal [Blaszany drwal?? Chodzi o ten moment w filmie, jak ktoś ścinał swoim ciałem drzewa??] [Mnie tam się kojarzy, z tym gościem z Oz].
*
- Tony – szepnęła po chwili wyrywając się z zamyślenia. Zmarszczyła delikatnie brwi i spojrzała na swojego chłopaka.
- Tak? – mruknął obejmując ją ramieniem. Ta natychmiast wtuliła się w niego.
- Pamiętasz walkę z Loki’m? I tę bombę atomową? [Nie. Co z tego, że to wydarzyło się jakieś kilka dni temu] – spytała kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Nie przeszkadzał jej nawet reaktor łukowy. [Nawet to, że się wpijał?]
- Pamiętam – odparł – i co w związku z tym?
- Gdy dzwoniłeś do mnie myślałeś, że nie wrócisz, prawda? [Inaczej bym nie dzwonił - mruknął] –mówiąc to zadrżała.
Brunet nie powiedział nic. Wiedział, że kobieta zna odpowiedź na to pytanie. Pochylił się i pocałował ją w głowę zamykając na chwilę oczy.
- Zadzwoniłeś do mnie, a ja nie odebrałam. To takie… przerażające [Gdzie tam! Nawet jakby umarł, to by powrócił. Tak działa Marvel... No... chociaż ostatnio często zabijają różne postacie...] – stwierdziła – C… co chciałeś mi wtedy powiedzieć?
- Że cię kocham – powiedział cicho – Oraz, że przepraszam za wszystkie krzywdy, które spotkały cię z mojej winy i mam nadzieję, że mi wybaczysz. To brzmi jak w tanich romansidłach. [Od których jestem uzależniony]
- Wybaczam – bąknęła podnosząc się i patrząc mu prosto w oczy – wszystko.
- Dziękuję – uśmiechnął się lekko.
- Wiesz… dawno nie rozmawialiśmy tak… poważnie…
- Tak, dość rzadko nam się to zdarza, ale to nie jest złe. Lubię się z tobą przekomarzać – rzekł przeciągając się – Idziemy na ten koncert? Wiesz, będą jeszcze grali… 20 minut. [Nie ma to jak wydać sporo kasy na, prawdopodobnie, jeden z ulubionych zespołów i nie pójść, bo tak.]
- Zostańmy. Obejrzymy jakiś film – zarządziła wstając – idę zrobić popcorn, a ty coś wybierz. [To niezbyt dobry podział ról, ale sama tego chciałaś]
- Tak jest – zasalutował i podszedł do pułki [A może po bułki?] z płytami. Zapowiada się wspaniały wieczór.
*
Ten rozdział jest przeklęty. Pisałam go cały tydzień, kawałek po kawałku, a i tak jest krótki!!! [Kto cię zmuszał do pisania? Batem cię poganiali, czy jak] Zupełnie nie mogłam przelać swoich pomysłów na papier. [Mogłaś to narysować] Irytowało mnie to bardzo, jednak zdążyłam w ostatniej chwili. Jutro wyjeżdżam na tydzień. Następny wpis będzie prawdopodobnie miniaturką, ale nic nie obiecuję. Muszę nad nią jeszcze trochę popracować.
I tak oto, skończyłyśmy przygodę z Avengers. Nie ma więcej rozdziałów do tego. Są chyba jakieś dwa inne, ale nie będziemy się z tym bawić.
Ogółem to Pisak ma potencjał. Gdyby bardziej zapoznała się z kanonem (wiecie, komiksy czy coś. W tym wypadku mogłaby nawet obejrzeć bajkę o Avengers) i może miała jakiś lepszy pomysł, to samo byłoby lepiej. Opowiadanie nie jest jakieś koszmarne, ale też nie najlepsze. Mam jednak nadzieję, że Pisak pisał dalej.... I miał lepsze pomysły.
Jeszcze takie ogłoszenie... Analizy będą się pojawiały w niedzielę tydzień lub dwa po poprzedniej. Gdyby coś się jednak stało, będziecie informowani na bieżąco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz